Spinningowanie... 2012-01-24 22:11:14


Oglądam "Arbele"... Ciekaw jestem, czy jest tutaj ktoś, kto pamięta ten film... Serial... Znów wypiłem zbyt dużo drynków... No może nie tak dużo, ale jednak znów coś wypiłem... Muszę poważnie zastanowić się nad spożyciem... Zaczyna to być niebezpieczne... 
Niedziela na szczęście minęła... Zasnąłem oglądając finał snookerowego turnieju Masters w Londynie. Wróciła mama i tata... Nic im nie mówiłem o moim stanie... Zasnąłem grzecznie... Dziś czytałem trochę moje niedzielne wypociny. Dramat. W ogóle nie potrafię pisać... A byków tyle walę, że aż wstyt... Nie nie błąd, to wielbłąd! Minęło...
A od poniedziałku zaczęło się. Intensywnie. Praca. W południe wyskoczyłem na Rakowice. Pochowaliśmy mamę szefa. Pogrzeby mają coś w sobie... Wiem jedno... Pogrzeb w obrządku katolickim jest przeznaczony wyłącznie dla katolików... Chowanie osób, które są w niezgodzie z Kościołem, jest wielkim nieporozumieniem... Pal licho ja... Ale nie wiem jak postąpić z rodzicami? Z dziadkami? Bardzo trudne są to decyzje... Bardzo trudne tematy... Śmierć i pochówek nie interesują tylko najbardziej zainteresowanego... Denata... Dziś szef podziękował mi za udział w pogrzebie... Nawet to było stosunkowo miłe... Jeżeli można tak powiedzieć w nawiązaniu do sytuacji... Wróciłem do pracy. Posiedziałem, popracowałem i na trening...
Spinning... Niesamowita sprawa to jest. Inny trener niż ostatnio. Ale dałem radę... Ledwo, ledwo, ale dałem... Skurcze łydek mnie łapią... Nie wiem jak temu przeciwdziałać... Może mg pomoże... W każdym razie dojechałem... Jutro ciąg dalszy... Spinning jest jakiś taki niesamowity... Jadąc na treningu czuję się wykończony, zmęczony i prawie nieżywy... Nie mniej jak zejdę z roweru i jest po wszystkim, to już nie mogę się doczekać kolejnej jazdy... Niesamowite... Bardzo się cieszę, że tak to przyjmuję... Zobaczymy jak to będzie rozwijać się dalej... Na razie chcę wytrzymać do końca lutego... Zobaczymy jak będzie na wiosnę... Już czekam na rower... Ten prawdziwy...
Po treningu pojechałem do Pani Dominiki... Pojechaliśmy do aquaparku. Sauna. Jakuzzi... Odpoczynek... Relaks... Później winko... Połączenie ze Szwecją... Bardzo miły wieczór... Był łosoś i herbatka... Sympatycznie, bardzo... Do spania po północy...
A dziś o poranku kawa u Pani Ali... Praca. Szybkie piwko i obiad. I do domku... Znów alkohol... Wieczór i zaraz do spania się szykuję. Jutro rowerowo...
Szybko mija tydzień, szybko mija życie... Zmian na razie brak...

Tagi: życie, alkohol, wino, spinning

skomentuj (1)

Niedzielne bredzenie... 2012-01-22 19:24:54


Za oknem bardzo ponuro i pochmurno. Siedzę sobie w niedzielne południe w domu. Nic mi się nie chce. Nie mam na nic ochoty. A powinienem... Powinienem zrobić porządki w komputerku. Zobaczyć na swoje zdjęcia. Zobaczyć jaki jestem piękny. Wrzucić kilka zdjęć na jakieś profile. Zapóścić sieci... Ukryć się i czekać... Potem złapać i nie póścić. Tylko nie potrafię. A może się po prostu boję? Boję się zmian, nowego? Boje się, że zaburzy się mój dotychczasowy porządek. To straszne... Może chcę zmian? Może potrzebuję zmian? W całym moim jestestwie... 
Dziś Dzień Dziadka. Wczoraj Dzień Babci. Słucham sobie opowieści Dziadka Miodka i Dziadka Stuhra w Classicu. Patrzę na mojego tatę. I mam wrażenie, jestem pewien, że dziadek to skarb. Relacja wnuk - dziadek jest jednym z najważniejszych w życiu młodego człowieka. Nowe życie w dziadków i babcie wstępuje. Widzę jak się zmieniają. Widzę radość i szczęście na ich obiczu... A Dziadek na punkcie Kasi zwariował absolutnie. Cieszę się, że tak jest. Ja zresztą też zwariowałem. Ale Kasia to nie wnuczka. Choć relacja genetyczna jest taka sama. Znaczy powtarzalność genów u pomiędzy wujem i siostrzenicą jest taka sama jak pomiędzy dziadkiem i wnukiem, więc... Coś w tym jest... Cieszę się, że jest z nami Kasia. Cieszę się, że rodzice są dziadkami i bardzo się z tego cieszą. I cieszę się w końcu, że mam jeszcze dziadków. Że mogłem przez telefon pogadać z dziadkiem Stefankiem (l. 90)... Nie poznał mnie co prawda, ale słyszał. I ja jego słyszałem... Dziadki są kochane. Babcie oczywiście też... Tylko, że babcia jest bardziej opiekunką. Przy babci nie wszystko wolno. Z babcią trzeba się liczyć. A z dziadkiem można robić prawie wszystko... Kochajcie swoje babcie! Kochajcie swoich dziadków... Jak długo są z nami... 
Drugie dziadki nie żyją. Oj już kilka ładnych lat leżą sobie jedno na drugim, na podkrakowskim cmentarzu... Patrzę oczyma pamięci w przeszłość i widzę dziadka w polu, z trąbką gdy w samo południe wygrywa "Anioł Pański"... Widzę jego uśmiech... Miał wadę, poważną, ale cóż można zrobić... Dziadunio Franio był święty... Jak mu się zmarło, to śmiałem się, że z butami do nieba został zabrany... I tak było... Ale nie był jakimś oszołomem czy fanatykiem... Był religijny, ale tak po góralsku... Pewnie byłoby mu bardzo smutno gdyby wiedział, że jestem apostatą, ateistą... No ale dziadków czasem trzeba oswajać z takimi myślami. Dziadek był dobry. Był aż za dobry... To chyba taka nasza rodzinna cecha. Cecha, którą bardzo często potrafią wykorzystać ludzie z zewnątrz... Niestety... Ale tak już jest... Babcia była troszkę inna. Może nawet bardzo inna. Relacje z babcią charakteryzowały się chłodem... Babcia była "zimna"... To nie była taka babcia jak by się wydawało... Oczywiście jej obraz uległ zmianie przez długoletnią chorobę i demencję na stare lata... Pamiętam ją jak siedzi w fotelu. Kontakt niezbyt... I jej włosy... Bieluteńkie... Bieluteńkie jak śnieg... 
Profesor Miodek mówił właśnie o nieśmiertelności... Powiedział bardzo pięknie... Nieśmiertelność przejawia się właśnie w tym następstwie pokoleniowym... Dziadki, rodzice, my, dzieci, wnuki, prawnuki... To jest prawdziwa nieśmiertelność... Nieśmiertelność DNA... Nieśmiertelność, która nie będzie mi dana... 
Wyszedłem wczoraj jednak z domu. Posłuchałem LPMF na Classicu, obmyłem grzeszne ciało i poszedłem... Zostawiłem Dziadunia Piotra z małą Kasią w trakcie karmienia i poszedłem... Odebrałem bilet. Przez przypadek wpadłem na Panią Dominikę z Panem Danielem. Piwko miłe. Wiadomości bardzo miłe od nich płyną... Później film... "Rzeź" Romana Polańskiego. Świetny film. Bardzo polecam! Może nawet nie ze względu na treść. Bo treść jest taka sobie. No można się tam doszukiwać kondycji współczesnego człowieka w cywilizowanym Świecie Zachodu. Można szukać swojego "odbicia" w jednym z czterech bohaterów... Można... Ale kwintesencją tego filmu jest aktorska gra! Wyśmienite kreacje! Zwłaszcza pań... Ubaw po pachy! A jaki piękny pawki w wykonaniu Kate Winslet! No co najmniej jak w "Sensie Życia" wg. Pytonów... Piękne... Jodie Foster też potrafi być denerwująco wspaniała... Krótki, zabawny filmik. Bardzo teatralny. Świetne zdjęcia Edelmana... Dawno nie bawiłem się tak miło. Mimo iż w dość amerykańskiej konwencji. W końcu ten umiłowany przez cały świat NY... 
Po filmie poszedłem z Phpsem i dziewczętami na piwko. Jedno, drugie... Miło wieczór minął... Mimo iż z mojego postanowienia nici wyszły... Nie wysiedziałem całego dnia w domu. Przyszedłem niedopity... Zrobiłem sobie jeszcze jakiegoś drynka. Chciałem "Złe Wychowanie" Almodovara, ale mi się zasnęło... Nic nie pamiętam. A film bardzo, bardzo dobry... 
Nastał niedzielny poranek... Pogoda pod psem. Bardzo mi na rękę... Siedzę sobie. Piję sobie piwko. I herbatkę. Zieloną... Radia słucham. Teraz w TVP oglądam "Janosika" po raz niewiedzieć który... I zbiera mi się na myśli... Jakąś głęboką potrzebę pisania mam dziś... Notatki zrobione. Moje pióro tak pięknie pisze... Bardzo się cieszę, że je mam. Że mnie cieszy. Może pora wrócić do pisania ręcznego pamiętnika. Chociaż nikt nie będzie czytał moich wypocin... Nie będzie zmyślał, ani wymyślał... A wczoraj wymyśliłem, że może zacznę konfabulować na blogu. Może zacznę opowiadać jakieś miłe opowieści? Pomyślę... I nie zdradzę się z pomysłem... Zobaczymy jak to przyjęte zostanie. Zresztą tak po prawdzie to zbieżność osób i faktów, które tutaj są przytaczane jest przypadkowa. A jakiekolwiek podobieństwo jest nieprawdopodobne...
Rano zrobiłem jajecznicę. Podobną do tej co wczoraj. Jajecznicę z cebulą, kiełbasą i porem... Nie wiedziałem, że por może być tak niezwykłym dodatkiem do potraw. Mam wrażenie, że tam gdzie jest cebula musi być por. Dzisiejsza jajecznica była nieziemsko fantastyczna. Wczoraj do szpinaku też dodałem pora. Zmiana wyczuwalna prawdziwie. Człowiek uczy się całe życie... 
Po śniadaniu pomyłem. Zrobiłem zieloną herbatę... I tak patrzę na zegar. Zbliża się druga. Wstałem o dziewiątej... I tak się przerzucam z kąta w kąt... Herbaty już nie ma. Piwo się skończyło. Zaraz otworzę drugie. Od wczoraj krążą po mej głowie myśli. Różne. Prawdziwe, nieprawdziew. Wyimaginowane i zupełnie realne. Kwestią inną jest ile ich wyjawię. Ile zmienię. A ile napiszę z szczerością godną Smoka...
Idę po piwo i siku...
Strasznie się rozpisałem. Chyba celowo. Aby zawaluować wszystkie te sprawy, które poruszam. Alkohol zaczyna działać. Papierosów nie mam. Marysi też nie. Popijam kolejne piwo. Problem z alkoholem staje się aż nad to widoczny. Mam nadzieję, że nikt nie doczyta do tego miejsca. Z drugiej strony po to piszę publicznie, aby zostało to to przeczytane... Nie wiem... Nic nie wiem... Z alkoholem muszę skończyć. We czwartek chcę oddać krew, więc od dziś zaczynam poważnie ograniczać spożycie... Może mi się uda wytzrymać kilka dni bez alkoholu. Wiem, że we wtorek nie uda się... Ale jutro, w środę? Kiedy czekają mnie treningi. Spinning w środę, spinning w poniedziałek. Tylko po co? Pokazać, że jestem wytrzymały? Zadbać o swoje serce? O zdrowie? Chyba tak. Bo zdrowie jest najważniejsze. Nic nie jest tak ważne jak zdrowie. Słuchałem dziś Jerzego Stuhra i tak mi się mięko w nogach robiło. Walczyć trzeba o zdrowie. O siebie. Bo jeżeli jesteśmy zdrowi, to osiągniemy wszystko. I kasę zarobimy. Po świecie da się pojeździć. Na rowerze. Na siłownie i na basen można pójść... A jak się jest chorym, to co... Dno zupełne... Więc zdrowie. Później marudzenie. A marudzenie u mnie znów się zbiera. Nie mogę sobie poradzić z pewnymi kwestiami. Nie mogę sobie poradzić z lenistwem. I nie mogę sobie poradzić ze sobą. Nie wiem, czy stan ten już kwalifikuje się aby odwiedzić psychiatrę? Narazie staram się aby poradzić sobie samemu. Nie wychodzi. Wciąż moja głowa siedzi w chmurach. Marzę. Marzę jak dziecko o nieosiągalnych jabłkach. Nie potrafię ogarnąć otaczającej mnie rzeczywistości. Przy całkowitym moim racjonaliźmie nie mogę sobie poradzić ze swoim sercem. Nie mogę sobie poradzić z miłością. Nie mogę sobie poradzić z marzeniami. Nie wiem jak wartościować świat. Co jest najważniejsze? Przede mną stoją dwa problemy. Facet. Kasa. Tylko co jest ważniejsze? Kasa to nie tylko pieniądze. To przede wszystkim praca. Praca i wszystkie wynikające z niej konsekwencje. Facet to życie. I rónież wszystkie konsekwencje z tego płynące. Są pewne sprawy, których się nie da przeskoczyć. Nie da się zmienić. Z którtymi należy się pogodzić bezwarunkowo. Jedną i podstawową sprawą tej treści jest czas. Czas i jego upływ. Nic, absolutnie nic nie jesteśmy w stanie zrobić z upływającym czasem. On płynie. On nas zmienia. On wszystko determinuje... I choćby świat stanął na głowie, to czasu się nie cofnie. Nie ma opcji. Trzeba się z tym pogodzić. I żyć nie jakby się miało 18 lat. Nie marzyć o tym aby mieć 18 lat... Ale żyć jakby się miało prawie 37 lat... I przestać marzyć, a zabrać się za siebie. Odpowiedzieć na pytanie co chcę? Co chcę i jak chcę do tego dążyć? I czy chcę tego osiągnąć... Czy chcę być z kimś? Mieszkać, przytulać, żyć... Dzielić wszystkie troski i bóle... Czy może zacząć w końcu się jakoś udzielać. Połazić po knajpach, znaleźć jakiegoś małolata, zapłacić mu... Przecież to co piszę nie ma sensu. Nie ma sensu bo mój umysł jest inaczej skonstruowany. Jest przede wszystkim stały. Stały w uczuciach. Stały w poglądach. Może należy więcej czasu poświęcić poszukiwaniom. Ale jak? Co, mam wypisywać jakieś brednie na fellow? Wysyłać moje zdjęcia? A może co piątek chodzić do jakichś lokali, knajp, czy pubów, siadywać w ciemnym kącie i czekać... A może podrywać... Nie potrafię... Nie umiem... I nie widzę sensu. To czy sensem jest samotność. Czy sensem jest chodzenie samemu na basen, na siłownie... A może powinienem się jakoś odciąć od znajomych i przyjaciół? Odciąć w sensie mieć więcej czasu na poszukiwania? Może powinienem jednak spróbować? Nie wiem... Nie wiem jak zapomnieć. Jak wybić sobie z głowy pewne marzenia. Pewne sytuacje... Jak wyciąć z umysłu obrazy, które mnie prześladują. Które mi nie pozwalają spać. Które mnie męczą i ściskają w dołku... Łzy w oczach pojawiają się... Bo oto widzę. Widzę to co nie jest moim udziałem. Widzę rzeczy i sprawy, których nie chcę widzieć... 
Zjadłem obiad. Dokończyłem szpinakowy sos wraz z makaronem. I patrzę sobie na biatlon. I myśli moje ponownie krążą w okół samotności... Jak ją zdefiniować. Czy ja jestem samotny, czy nie? Mam wspaniałych rodziców. Mam cudowną siostrę. Kochaną, maleńką siostrzenicę. Mam bardzo dużo przyjaciół, znajomych, kumpli i kumpelek... Nie mam czasu aby pobyć samemu. A co gorsza nie mam czasu aby być z kimś innym. Z kimś z poza grona moich znajomych... Czy to dobrze? Wszystkie teoretyczne nowe spotkania opierają się o to czy mam czas. Czy nie mam umówionych jakichś spotkań... To wszystko jest jakieś głupie... Może lepiej byłoby mieć tego jedynego. Tego kochanego... Aby jechać tramwajem i mieć do kogo wracać. Móc się przytulić... Porozmawiać... Zasnąć w nagich ramionach i obudzić się obok kogoś, kto kocha... Kto czeka, kto tęskni... Albo zamiast siedzieć całą niedzielę w domu, słuchać radia, patrzeć w TV i klepać w klawiaturę mieć dla kogoś ugotować obiad... Cóż to jest samotność... Jak z nią walczyć? Jak poukładać sobie w głowie to wszystko... A czas ucieka. Starość się zbliża. Osiągnięć brak. Miłości brak. Dzieci brak... Tak, tak już widzę święte oburzenie... Ale jakoś tak się mówi... Zresztą jestem przekonany, że do tej pory nikt jeszcze nie dotarł...
Nasza sztafeta nienajlepiej... Norwedzy też dość w tyle, wręcz masakra... Lubię pisać... Mogę sobie wylewać na klawiaturę żale i myśli bez ładu i składu. Ot tak, jak się rodzą w głowie. Tak jak je aktualnie tworzę... We wczorajszej rozmowie Bogdan przypomniał mi, że dziś 22 stycznia przypada okrągła 149 rocznica wybuchu Powstania Styczniowego. Jednego z wielu bezsensownych powstań polskiego narodu. Bo my mamy chyba taką cechę narodową, że jesteśmy głupi... Nie jestem patryiotą. Nie mogę zrozumieć bezsesowności walki bez jakiegokolwiek rozumu... Trudno tu wyliczaś nasze klęski... A patrząc na obecną sytuację wiem, że żyjąc w czasach powstań nie byłbym w stanie w nich uczestniczyć. Jestem przekonany, że wszystkie te narodowe zrywy robiły takie głupole jak ci spod znaku PiSu... Bardzo, bardzo odległe mi są wszystkie idee narodowe. A już narodowo-katolickie, co się bezwzględnie łączy zupełnie niezrozumiałe. Nie mniej przypomniał mi się doskonały film Juliusza Machulskiego "Szwadron" traktujący właśnie o tamtych czasach... I tak samo świętowanie jakichkolwiek rocznic jest w moim mnie maniu zupełnie bez sensu. Nie lubię sztandarów, mszy, patosu i tego polskiego świętowania klęsk... Ale w Polsce to będzie trwało zawsze... Nic nas nie złamie... Ani zaborcy, ani okupanci, ani unici... Zawsze w rocznicę klęsk będziemy się zbierać i na mszach wspominać krwawe ofiary oszołomów z hasłami wolności na ustach... Tylko ich pojęcie wolności i moje są jakoś biegunowo inne...
Dziś w chińskim kalendarzu zaczyna się rok Smoka... Bez sensu, ale zawsze to lepszy rok niż jakiegoś psa czy szczura... Dogadzam sobie. Na deser zrobiłem sobie małą bombę kaloryczno-cholesterolową. Bierzesz dwa, no trzy jak są małe żółtka, do tego dwie łyżeczki cukru (na żółtko), najlepiej ukręcić mikserem... A potem jak kto woli... Tym razem z łyżką masła... Ale można z gorącym mlekiem, albo z rumem... Albo z czym się tam chce... Albo wszystko na raz... Humor się poprawia... Śniły mi się w nocy kajaki... Myślę już o rowerze, o wiośnie, o wycieczkach... Ciekaw jestem, czy mi się uda coś zrealizować z wakacyjnych planów... Nad morze może... Dawno nie byłem... Tylko do kogo się podczepić... Są jeszcze w planie Bieszczady... I Kolonia... Muszę tylko wykopać jakąś skrzynkę z talarami... Trzeba chwytać dzień, chwytać każdą chwilę... A nie marnowanie tak jak ja dziś... Napisałem tylko chyba najdłuższą bez sensowną notkę w prawie dziesięcioletniej historii mojego bloga... Na szczęście za tydzień w góry... Ma być piękna, śnieżna i mroźna zima... Zobaczymy jak będzie... Może mojego notebooka sobie wezmę i coś z gór napiszę... 
Pora kończyć... Zbliża się noc... Ciemno za oknem... Dziś pogoda była taka, że nawet psa nie dało by się wygonić. A ja nie jestem psem... Więc nie wyszedłem... Zaczynamy nowy tydzień. Będzie szybki. Dużo planów... Chcę na spinning, chcę spotkać się z Bogdanem i z Alą, chcę do kina jeszcze, i na wykład... No zobaczymy... I znów nie będę miał czasu na poszukiwania... 
Koniec i bomba, a kto czytał ten trąba... 

Tagi: myśli

skomentuj (1)

Miłe i ekskluzywne prezenty 2012-01-21 15:19:31


No już po raz trzeci zabieram się za pisanie... Od rana... Bo dziś postanowiłem sobie, że zostanę w domu... No i zostałem... Humor jakoś mi nie za bardzo dopisuje... Wczoraj wieczorem był koszmarny. Dziś rano lepsiejszy... Na szczęście znacznie się polepszyło, gdy zadzwonił Bogdan... I mi się polepszyło... Ale po koleji. Cofnijmy się do czwartku. Czwartku, który był dniem prezentowym, choć się nie zapowiadało...
Pojechałem sobie klasycznie do pracy. Nawet ładna zima jeszcze o poranku była, co miała spłynąć... I spłynęła... Deszcz padał. Po pracy z miłą panią, która powoli doprowadzi do wybuchu (jakoś przetrwałem), pojechałem do siostrzyczki. Graliśmy w brydża. Co prawda zaplanowałem oddanie krwi, w piątek, ale był grzaniec i winko i jakoś zmieniłem plany... Ale dwie niespodzianki były. Po pierwsze dostałem pióro. Piękne pióro wieczne, marki Visconti, model Van Gogh, złota stalówka pokryta rodem... No naprawdę ekskluzywny prezent. Nawet nie wiem ile takie pióro kosztuje. Na internecie wszędzie jest bezcenne... Miłe to. A wygrałem biorąc udział w konkursie na RMF Classic "Co z tym fantem zrobić?"... To taki konkurs, gdzie na ich stronie jest zdjęcie jakiegoś fikuśnego gadżetu. Trzeba wymyślić nazwę, materiał, zastosowanie. Im więcej fantazji tym lepiej... Nie mam zdjęcia przedmiotu, ale ja opisałem go następująco:
"Dzisiejszym naszym fantem jest Mleczostopinek… Niezwykła rzecz, bo delikatna i nieuchwytna. Składa się z dwóch części. Górnej - zwanej mleczobrzuchem i dolnej - nazywanej mleczostopinkami właściwymi. Wykonany jest z ptasiego mleczka, które w chwilach błogości oblewa nas od pasa w dół i pokazuje jak wygląda nasz nastrój. Jego trwanie jest ograniczone do chwil, kiedy jest nam dobrze i czujemy się szczęśliwi. Wtedy z prawdziwą finezją oddaje nasz kształt, a zwłaszcza wygląd stóp. Bo przecież stopy świadczą o nastroju i humorze. Proporcje, jak to u mleczostopinek bywa odwrotne… Małe mleczostopinki, super humor! Duży mleczobrzuch, super nastrój!
Czy ktoś z Was widział kiedy takie cudo…"
Nie ukrywam, że maniera nazywania różnych rzeczy, przedmiotów i zwierząt z użyciem końcóki -inek, -inka, itp. przyplątała się od Phpsa i M1... To oni cały czas jakieś królinki mają i inne kwiatinki... No to wymyśliłem... I wygrałem... A pióro jest naprawdę ekskluzywne... 
Na koniec dostałem od szwagra jeszcze piękny skórzany portfel... No i radośnie zasnąłem w domku... Dwa takie miłe prezęty...
Piętek w pracy szybko minął... Jak miał nie minąć, jak głupiej krowy nie było... Szef też króciutko był... Nie wiedziałem co mam zrobić ze sobą, z wieczorem... Pojechałem po pracy do aquaparku... Znów mnie dopadły jakieś chore myśli... O samotności, o facetach, o miłości, o byciu z kimś lub nie byciu... O seksie... I znów na myśleniu się skończyło... Bo zamiast coś zrobić... Wejść na jakiś profil, na jakiegoś czata, nie wiem... Ubrać się i iść do jakiegoś klubu... To ja zamknąłem się w sobie. Zrobiłem sobie drinka. Popatrzyłem w telewizor... Przysnąłem... I zmarnowałem wieczór... Nie mogę znaleźć sposobu na siebie. Jak mam sobie kogoś znaleźć... Jak się zmienić? Jak zmienić swoje myślenie o sobie i o otaczającym mnie świecie...
Wstałem dziś w takim właśnie nastroju. Oglądnąłem "Cień" Kawalerowicza z 1956 roku. Mój ulubiony odcinek "Czarnych Chmur"... I tak siedzę od rana... Piszę, sprawdzam e-maile... Zaraz wskoczę do wanny. Bo wieczorem do kina się wybieram. Na "Rzeź" Romana Polańskiego... Zobaczymy... Ciekaw jestem bardzo tego filmu... No i pochwalić się muszę, że pyszny obiad ugotowałem... Makaron z kurczakiem w sosie szpinakowo-porowym... Do tej pory czuję tą smaczną jakże trawę w brzuchu... Pewnie jeszcze jutro pomarudzę... A teraz do wanny. Na uszy słuchawki i słuchamy Listy Przebojów Muzyki Filmowej na RMF Classic... 

Tagi: film, prezenty, życie, weekend, nastrój, rmf classic

skomentuj (2)

Telewizja i spinning... 2012-01-18 22:48:04


Jestem wykończony... Chyba się zacznie nowy maleńki etapik w moim życiu sportowo-cielesnym. Właśnie wróciłem z pierwszego treningu. Zacząłem uprawiać spinning. Na razie w wersji endurance. No i na razie było super. Po pracy dziś ze Szwagrem poszedłem... Zajęcia fajne, choć znów czułem się jak naturszczyk. Taki biedny i zagubiony. Ale jakoś poszło. Lało się ze mnie. Ćwiczenia polegają na jeżdżeniu na stacjonarnym rowerku z twardym kołem. No i się jedzie. Trzeba tam kontrolować jakoś tętno i procenty wysiłku, ale myślę, że na pierwszy raz to i tak za dużo... Koszulka taka mokra, że mógłbym ją wykręcać... Ale warto było. Czuję się zmęczony. Zmęczony inaczej. Jakoś wewnętrznie. Nic mnie nie boli, a czuję się zmęczony. Taki wypompowany... No i postanowiłem, że będę się starał regularnie, przynajmniej dwa razy w tygodniu rowerwo pojeździć... Zobaczymy czy starczy mi siły i wytrwałości... Następny trening planuję w poniedziałek. Wytrzymam? A dziś jeszcze po treningu pojechaliśmy na basen i saune... No pełen odlot... Dziwię się, że mam siłę jeszcze pisać... Odpoczywam. Patrzę w telewizor na tenis i snookera. Napiszę notkę i do spania. W końcu mi się należy, nieprawdaż... 
Był jeszcze oczywiście wczorajszy dzień. Grzecznie do pracy rano. A później nagranie reportażu o apostazji. Ciekawe doświadczenie. Po pierwsze w mieszkaniu w Starym Krakowie byłem. A to coś znaczy... Później byłem filmowany. Opowiadałem o forum, o apostazji, o zlotach... Pewnie w lutym, albo marcu będzie emisja. Cieszę się, że dobrze poszło. Gaduła straszna jestem i jakoś nie krępuje mnie kamera. No może kamera to za dużo powiedziane, dwa aparaty były... Technika taka... Trawło to godzinkę i po dzwonkach... No więc, żeby czasu nie tracić pojechałem do aquaparku. Po suanie  spotkałem się z Panią Dominiką. Dawno się nie widzieliśmy. No więc na tą okoliczność zakupiłem winko i posiedzieliśmy sobie. Pogadali. Poopowiadali. Połączyli ze Szwecją. Bardzo miły i sympatyczny wieczór był. Tak miło było, że zamiast jechać na kanapki rano, zostałem i załapałem się na fantastyczną jajecznicę z kiełkami... No po prostu... 
Moja miła pracownica znów świruje... Jest chyba jakaś niezrónoważona psychicznie. Patrzy się na mnie jak bym jej ojca siekierą zabił. Przedrzeźnia mnie pod nosem, naśladuję jak sobie kaszlę albo chrząkam... Czy ktoś normalny tak się zachowuje? Czy powinienem z szefem pogadać? Męczy mnie to...
Właśnie się dowiedziałem, że w poniedziałek zmarła mama szefa... Już męczyła się na tym świecie... Ale silna kobieta była. Myślałem, że już rok temu opóści ten padół łez... Ale jeszcze przetrzymała rok... Tak... Starość Panu Bogu jakoś nie wyszła...

Tagi: sport, praca, telewizja, śmierć, wywiad, starość, spinning

skomentuj (0)

Samobójstwo, apostazja i weekend... 2012-01-16 23:21:44


Dużo się działo... Bardzo dużo... Rzeczy smutnych, wesołych, ciekawych i intrygujących... Będę starał się to wszystko streścić. I przekazać choć troszkę emocji, które miały miejsce w ostatnich dniach... A wszystko zaczęło się w czwartek. W czwartek spotkanie apostatów. Wcześniej odbieram telefon. Na wyświetlaczu namiary na kolegę Przemka. Nie dozywał się dawno. Wysłałem mu powiadomienie o spotkaniu. Ucieszyłem się, że dzwoni... W słuchawce słyszę głos kobiety. To dzwoniła jego mama... Przemek odebrał sobie życie... Na początku listopada... Nic nie wiedziałem... Byłem w szoku. Jestem do tej pory... Smutne jest to, że młody człowiek odbiera sobie życie. A później pytania... Czy mogłem coś zrobić? Jeżeli tak, to co? A z drugiej strony nie znałem człowieka. Co można powiedzieć o kimś, o jego wnętrzu i o takich decyzjach, gdy spędziło się z nim kilka wieczorów. Wypiło parę piw. Raz rozmawialiśmy sami w zasadzie... Po pijaku. Może powinienem jakoś reagować... Czy powinienem mieć Wyrzuty? Przykro mi bardzo... Młodzi ludzie nie powinni umierać tak młodo... Mama Przemka powiedziała mi, że napisał w swoim komputerowym pożegnalnym liście coś w tym stylu, że ktoś zadecydował o tym, że On pojawił się na świecie... Ale nikt nie będzie decydował o tym, kiedy on odejdzie z tego świata. Przemek też mi to mówił... Nie skojażyłem... Nie zareagowałem... A tak nie wolno! Niech to będzie nauka... Bolesna i smutna... Nie wolno nie reagować nawet na najmniejsze i najmniej podejżane reakcje... Nie wolno...

Po pracy pojechałem na spotkanie. Oj, wyjątkowo nas dużo było... I apostaci i sympatycy... No i panowie z telewizji... Szykuje się program... Jutro jadę na nagranie... Ale na razie tajemnica... W każdym razie jak spotkaliśmy się przed 18, tak finał w wąskim, ale jakże doborowym gronie miał miejsce po północy... Nocnym o 1 wracałem do domu. I to w stanie bardzo nietrzeźwym... Padłem w domu... Nie wiem jak i kiedy...

Piątek w związku z czwartkowymi ekscesami był nimi naznaczony... Byłem nieprzytomny i nieprzytomnie zkacowawany... Jakoś przetrwałem pracę. Pojechałem na saunę wygrzać tyłek... Omal nie zasnąłem... Jeszcze do Galerii na chwilkę po pływaniu... I do domku... Nie miałem siły na nic... Na komputer, na pisanie... Na patrzenie... Bezmyślnym wzrokiem patrzyłem jak rzucają lotki... Wytrzymałem do 23... Nie wiem jak... Zasnąłem...

Budząc się w sobotę nie wiedziałem jak będzie wyglądał weekend... A był niezwykły i wspaniały... Jak zawsze gdy pojadę do Parku... Wziąłem poranną kąpiel. Poszedłem na szybkie zakupy. Pojechałem do Doreen po samochód. Oczywiście zjadłem obiad. Pszepyszny makaron ze szpinakiem. Szpinak jest fantastyczny! No i poznałem Piotrusia... Tak! Doreen ma kota. Ślicznego... Zabrałem auto i ruszyłem...

Zaczęła się zima... Pięna zima... A w Ojcowie? Bajka! Świeżutki śnieg... Dzikość i piękno bieli i przyrody... Kopnęło mnie szczęście, że trafiłem na Wspaniałych ludzi w Parku, w Ojcowie... Zaparkowałem autko. Poszedłem do Bogdana. Fantastyczny rosół... Jeszcze lepsze zeppeliny... Albo kartacze jak kto woli... Myślałem, że się nie poruszę... Chwila odpoczynku i do Nietoperza... Półfinał Mistrzostw Świata w Darta... Kibicowanie było... Przegrałem jednak... Mój Wesley Harms niestety przegrał... Ale wszystko przed nim... A jest po prostu śliczny... Mógłbym godzinami patrzeć jak rzuca w tą tarczę... A niektórzy się śmiali... Trudno... Może innym razem... Przy piwie rozmowy były bardzo burzliwe. Polityka królowała... Ale ludzie przy stole niezwykle osobliwi... Fajnie palić z kimś, kto ma swoją jaskinię... Tacy Jaskiniowcy... Trzeba było się zbierać... Na kwaterę się zawlokłem... Wieczorna kawa... Parę teledysków i nie wiadomo kiedy zrobiła się druga... A no i ważne niezwykle wydażenie! Pierwszy raz w życiu oglądnąłem w spokoju i w całości teledysk Michaela Jacksona "Thriller". No i baśń legła w gruzach... Teledysk, którego bałem się od dziecka umarł... Doskonały... Ale czemuż, ach czemuż tak się bałem? Co to znaczy być maluczkim... Miły bardzo, bardzo wieczór... Przyjemnie zasnąłem...

Niedziela rano wstałem przed 9... Śniadanko... Muzyka na najwyższym poziomie i kawa również na najwyższym poziomie. Spacer doliną Sąspowską... Piękna, dziewicza i świeża zima... Cóż za śnieg! Jakaż biel... Godzina spaceru wystarczyła... Wróciłem na krokieta z barszczykiem... Super pysznego. Pożegnałem ze smutkiem moich Przyjaciół... Wsiadłem w samochód i do Krakowa pojechałem. Oddałem samochód. Tramwajem na Rynek. Podziemia. Strasznie długo gadam... Moich miłych znajomych oprowadzałem. Dwie godziny. Straszna gaduła jestem. Po zwiedzaniu niestety nie poszedłem ani na piwko, ani na pizzę... Pojechałem do domku i w brydża grać zacząłem... Emocje były... Ale przegrałem... Jakiś rozdrażniony byłem... Kasia spała u nas...

Dziś rano mnie obudziła. Poranek z Małą Kasią był... Nie będę pisął, że jest cudowna, bo jest... I wszyscy o tym wiedzą... Praca. Zima. I kino... Byłem z Eveline... Phps nie mógł. Pracował... Szkoda... A film fantastycznie piękny, miły i przyjemny... "Człowiek z Havru"... Skandynawskie kino, akcja dzieje się we Francji, w Normandii... Opowieść o człowieku i małym, czasrnym chłopcu... O ludziach i o sercu... Bardzo fajny film. I miły wieczór... Zawsze mówiłem, że "Piwnica pod Baranami" ma w sobie coś... Dziś siedziałem w fotelu, za którym jest schowany obraz Najjaśniejszego Pana... Nie mogę tego znieść...

No i koniec. Wróciłem. Miałem się wykąpać... Nie wyszło... Przenoszę na rano... Miałem iść wcześnie spać... Nie wyszło... Piszę jeszcze... Taki jestem nierozgarnięty... I znów alkohol w koło mnie... I znów notka nie do przeczytania...
Jutro telewizja. W środę rower... I znów zbliża się weekend...

Tagi: kino, zima, życie, weekend, kasia, apostazja, ojców, film. jedzenie

skomentuj (3)

Dart... 2012-01-11 23:17:24


Chyba zwariowałem. Już drugi dzień z rzędu zamiast iść spać, wykąpać się, czy poczytać książkę, patrzę w telewizor jak dwóch facetów rzuca w tarczę podzieloną na ileś tam pól... Mistrzostwa Świata w darta oglądam... No niestety... Gra taki jeden Holender... Jest ich wielu, ale ten jest tak śliczny, że nie mogę się powstrzymać... No piękny jest! Będę musiął go rozpoznać i zostać jego fanem...
Wczoraj padłem... Zębów nawet nie umyłem... W pracy zostałe godzinę dłużej. Miałem plany odpoczynkowe po pracy, ale mi średnio wyszły... Kąpieli nie było. Chyba rano wstanę i się umyję przed spotkaniem. Bo jutro apostatyczne spotkanie. Może z panem z telewizji? Zobaczymy... Napiszę... Ale udało mi się sok z marchewki, jabłka i pietruszki zrobić... Pyszny... No ale dołożyłem kanapką ze smalcem i właśnie kończę trzecie piwo... Nie schudnę nigdy... Ale jak nie ma seksu, to chociaż jadłem muszę nadrabiać... Choć dobre ruchanie lepsze od żarcia... Dużo, dużo zdrowsze... Zawsze mówiłem, że seks jest lepszy niż bieganie czy pływanie... Muszę jakoś statystyki poprawić... 
Zrobiłem małe rozliczenie. Ciągle mi pieniędzy brakuje... Za mało zarabiam. Muszę coś z tym zrobić... Zmienić. Ruszyć do przodu... Nie idzie... No nie idzie...
Spać idę. Kły umyję. Paszczę wypłukam... 

Tagi: dieta, pieniądze, piwo, jedzenie, sok, dart

skomentuj (2)

Takie sobie normalne dni... 2012-01-10 21:19:14


Cała Polska żyje nieudaną próbą strzału w główkę Pana Prokuratora wojskowego. Facet chciał się zabić, a przestrzelił sobie policzek. A na drugi dzień już udzielał wywiadów... Dziś odwieźli go do szpitala. Na klinikę psychiatrii... Bardzo mi ta sprawa śmierdzi... Albo ten żołnierz ma faktycznie kłopoty z głową, albo jest to giga mistyfikacja... Zwłaszcza, że Pan Pułkownik strzelał do siebie w przerwie konferencji prasowej, gdy kamery i mikrofony były włączone... I jeszcze nie trafia. A te hieny zamiast gościowi pomóc, to zabrały się za podawanie newsa do swoich redakcji. Ciekaw jestem, dokąd ten świat zmierza... No, dość już o tem...

Właśnie na Eurosporcie ogladam sobie mistrzostwa świata w darta. Przed chwilą na żywo rzucał taki absolutnie śliczny Holender... Na szczęście przeszedł do ćwierćfinału i będzie grał dalej... Oj, jak dawno nie rzucałem... Trzeba się umówić na jakieś rzutki, albo kręgle... Tak sportowo i towarzysko...

No ale wracajmy do codzienności... Wczoraj po pracy spotkaliśmy się u mojej siostrzyczki z Panią Izą. Bardzo symatyczny wieczór. Graliśmy w karty. Chyba o pierwszej w nocy byłem w domu. Miałem nie pić, ale poszło winko, wyśmienity tannat. Bardzo lubię ten szczep. A potem jeszcze piwko. I znów szumiało mi w głowie. Kameralnie było. Kasia sobie grzecznie spała, a my słychając starych polskich piosenek na nowym kanale Kino Polska Muzyka... Fajnie było. No i oczywiście, dbając o linię na późną kolację ser pleśniowy w panierce smażony... Taksówką z Panią Izą wróciłem. Nie wiem kiedy.

Rano obudziła mnie Kasia Mała. Przed siódmą do Babci przyjechała. Słodko sobie raczkowała po domku, gdy do pracy wyjścia się przygotowywałem. Dziadek z małą został... Po pracy miałem ze Szwagrem na basen do Wieliczki pojechać, ale się nie wybrał. Pojechałem sam. Ludzi tłum! Na każdym torze minimum 6 osób! Dzieciary pływały... Jakieś żółwie wodne... Wściekłem się, bo popływać chciałem i poszedłem do sauny. Tam, na szczęście spokój w miarę. Ciepło bardzo. Ludków nie dużo. I ta super wielicka beczka... Odwiozłem siostrze samochdzik. Jeszcze jechałem jakimiś ciemnymi uliczkami przez Stare Piaski. Jakiż piękne tereny na rower. Trzeba poczekać na wiosnę... Kiedy ona będzie? Na razie za oknem taka włoska zima... Aż się nie chce wstawać do pracy... Zmęczony jestem... Pora spać...

Tagi: życie, polska, codzienność, impreza, basen, kasia, dart

skomentuj (1)

W ciemności... 2012-01-08 22:40:04


Wróciłem z kina. W TVP2 właśnie traw licytacja złotego serduszka. Niesamowita jest WOŚP... Jestem dumny z tej fundacji, z tej organizacji... Spacerując dziś z Kasią patrzyłem na nią. Na jej słodką, śpiącą buźkę... Wzruszyłem się. Człowiek jest zupełnie inny jeżeli ma dziecko. Jeżeli dziecko jest koło niego. W jego otoczeniu. Inaczej postrzega rzeczywistość... Nawet jak oglądałem film... Właśnie film... "W ciemności" Agnieszki Holland. Dobry, nawet bardzo dobry film, choć nie arcydzieło. Jest porównywany z "Listą Schindlera", choć nie wiem, czy to jest słuszne porównanie. Owszem oba filmy traktują o wojnie, o holokauscie, o poświęceniu, o ratowaniu życia, ludzi... Dzisiejszy film traktował o pewnej grupie. O jednej z wielu wojennych historii. Film bardzo dobrze zrobiony. Rewelacyjne absolutnie zdjęcia. Fantastyczne kreacje aktorskie. Zwłaszcza para Więckiewicz i Preis... Naprawdę pod wrażeniem jestem. Bardzo dobrym pomysłem, może nawet największym atutem tego filmu, był zabieg używania oryginalnych języków. Zwłaszcza gwara lwowska i idish... Ale czegoś mi brakowało w tym filmie. Chyba wzruszeń. Uczuć... Nie mogłem się odnaleźć. Parę razy łezka mi się zakręciła, ale nie tego się spodziewałem. Myślałem, że film będzie mocniejszy... Nie mniej liczę i wierzę, że mamy szansę na Oskara... Nie mniej koniecznie trzeba zobaczyć ten film... 
Popatrzę jeszcze w telewizor. Zobaczę jak finał WOŚP. Potem do spania i od jutra znów szara rzeczywistość... Zastanawiam się dlaczego raz moje notki sa białe, a raz czarne...

Tagi: film, kino, dzieci, wojna, holokaust, wośp

skomentuj (1)

Dzieci są kochane... 2012-01-08 18:33:04


I już niedziela. Niedziela się kończy. Czekam na film. "W ciemności" Agnieszki Holland. Boję się tego filmu. Ale postanowiłem sobie, że idę go zobaczyć dziś. Siedzę w Dymie. Za oknem, na Rynku szaleje Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. XX Wielki Finał dziś... Nie chce mi się wierzyć. Nie chce mi się wierzyć jak ten czas ucieka... Ucieka i ucieka... Już dwadzieścia lat... 
Weekend był bardzo dzieciowy. Wczoraj, w sobotę cały dzień z dziećmi spędziłem. Dziś też. Pożegnałem wczoraj mieszkanko Pani Dominiki. Ogarnąłem troszkę. A później z Maniutkiem, jego wspaniałą Agnieszką i dwoma synami poszliśmy do krakowskiego aquaparku. Szaleństwa było co nie miara... Siedliśmy po basenie na piwku. Później wprosiłem się do nich na obiad... Popiliśmy, pobawiliśmy się. Pooglądali bajki... Dzieci są wspaniałe! Największy skarb ludzkości to są dzieci. Nie ma na świecie wspanialszego widoku niż śmiejące się dziecko... Tak samo nie ma widoku bardziej smutnego niż smutne dziecko. Smutne, głodne i takie, które nie płacze... I dlatego tak się troszkę boje tego filmu... Posiedziałem u Maniutka prawie do 18... A później mała imprezka u mojej siostry. Nawet sporo nas było... Był Phps z M1, była Doreen, Ola ze Szczypiorkiem, Nasza Iza Kochana, i Rafał też był... Zabawa przednia! Niestety Phpsa jakieś okropne choróbsko dopadło i się szybciutko zebrał. A na koniec Rafał też dostał jakiegoś ataku. Ale mu przeszło, więc nie było źle, choć się troszkę przestraszyłem... Dobrze, że dużo nie wypiłem... Choć tak po prawdzie to piłem od rana... Od wyjścia z basenu... Ale wciąż trzymałem fason... Szczypiorek za to fajnie wychodził ode mnie... Miodzio...
Dziś leniwie. Żal mi tej mojej siostry troszkę. Balowała tak jak my. I owszem. Ale jeszcze w nocy musiała Małą nakarmić. Więc co to za spanie. A Kaśka wstała przed siódmą dziś... No to się nią chwilkę zająłem. Potem było śniadanko. Na koniec wziąłem Kasię na spacer. Chodziłem po okolicznych osiedlach dwie i pół godziny. A ta Mała Gadzina spała cały czas. Nawet się nie zająkła... Była po prostu słodka. Jeszcze dziadka wzięłiśmy po drodze... I chodziliśmy, chodzili, chodzili... A ta spała i spała i spała... Ale była taka słodka i cudowna... Bardzo się wzruszyłem będąc z nią sam na spacerku. Po raz pierwszy... No i mam nadzieję, że nie ostatni... Przekonałem się, że największym skarbem nas wszystkich są dzieci... Musimy je kochać!
Koniec części pierwszej. Lecę do kina...

Tagi: dzieci, znajomi, impreza, kasia, aquapark

skomentuj (0)

Kacper, Melchior i Baltazar... 2012-01-07 00:10:38


I minęło święto. Podobno bardzo ważne. Święto Objawienia Pańskiego... Popularnie zwane Trzech Króli... Zero wrazeń religijnych. Dziś nic. Miałem tylko wrażenie, że nic się w Krakowie nie dzieje. Puste ulice. Zero reakcji. Zastanawiam się bardzo głęboko, po co zrobiono  6 stycznia dniem wolnym od pracy? Chyba tylko wyłącznie po to, aby odpocząć po świętach... No to odpoczywałem. Obudziłem się. Poogladałem trochę filmów. W końcu, po śniadaniu wróciłem pod kołderkę i obejżałem film. "Kroniki portowe". Śliczny. Wspaniały. Wzruszający... NIe pierwszy raz oglądałem ten film. Ponownie wywołał emocję. Bardzo mi się podobał. Był taki nieziemski. Taki ponury i radosny jednocześnie... Świetna muzyka. NIezwykłę zdjęcia. Ten mrok i chłód północnego morza... Naprawdę film inny.  Zamykający pewien etap. I otwierający inny... Oczy mi się alkoholowo zamykają...
Po filmie poszedłem do aquaparku. Szybkie zjeżdżalnie. Sauna. Dość dużo ludzików. Za oknem zimno, wietrznie, pada i ponuro jest... Ale jakoś się odprężyłem. Potem piwko. Do tatusia na obiad. Do siostry na skoki. Pogoda nienajlepsza... Pierwsza tura jakoś poszła. Drugą odwołanno. Szczegóły na spescjalistycznych stronach... Nie doczekałem do końca... Zabawa z Kasią. Karmienie. Kąpiel... W końcu zasnęła... Zostawiłem samą siostrę i do Maniutka pojechałem. Fajnie było. Wspaniałych synów ma. Rano do aquaparku się wybieramy... Mio wieczór spędziłem. Wypiłem troszkę. I jakoś mi jest sennie... Dotarłem do Pani Dominiki... Zasypiam na siedząco. Umyję zęby i zasypiam... Idąc do Pani Dominiki niestety nie natknąłem się na chłopców... Szkoda... Pozostają metody konwencjonalne... Dzieci są niesamowite...

Tagi: film, dzieci, życie, basen, kasia, aquapark

skomentuj (1)

Księga Gości
ATEIZM
Swiadomy chrzest pomysl zanim ochrzcisz...
O powstawaniu gatunków Karol Darwin online
APOSTAZJA FORUM Forum apostatów
APOSTAZJA elementarz

POGODA
Prognozy bardzo fajna strona meteo
WIOS monitoring
Wrota Malopolski zanieczyszczenie powietrza
POGODYNKA aktualna pogoda, opady, burze
Atlas chmur Naucz sie rozpoznawać chmury
Weather on line Serwis pogodowy
ICM Numeryczn prognoza pogody
IMGW Pogoda nad Polską

ODWIEDZINY . . .
FRAGMENCIKI
Kajot stare dzieje... ;)
Jej Perfekcyjnosc oj sie dzieje...
NULL-AND-VOID
METAFIZYCZNY KRZYK
WALPURG
SOBER
LOOPA-ROCK
LUKASOWE-GADANIE
MYASS
SAMOTNIA Moja wieża melancholii
SAMOTNOŚĆ W TŁUMIE
BETWEEN
FRÓ
GEJOWISKO
DRZO
ATEISTA Coś dla mnie! Gorąco polecam!!!
CIOTOLUBKA
WSZCZEBRZESZYNIE
RAFAŁ-I-TOMEK
CHŁOPIEC Z PLASTELINY
AMELIA-GEJ
PLUTO
PERHAPS zakrecony w życiu i blogu i kochany

Góry, góry, góry . . .
Bieszczady Świetny serwis i pogoda
Kapela DREWUTNIA Muzyka z Karpat i Łemkowszczyzny . . .
BIESZCZADY stronka o Bieszczadach...
Krawców Wierch Moja ulubiona Bacówka
Rycerzowa Strona bacówki na Rycerzowej
Hala Krupowa Przyjdźcie, a zobaczycie....

Jacek Kaczmarski
Kaczmarski - obrazy Obrazy,inspiracja piosenek Jacka...
Strona Jacka Stronka o Jacku i dla niego

Dla wszystkich przyjaciół HOMO ! ! !
Kumpello znów postaram się, aby mnie znaleźli...
MIŁOŚĆ DNIA miły chłopiec do kochania przez 24h...
FELLOW Może w końcu kogoś wyhaczę :)
MIŁOSNE WIERSZE
HOMIKI Ciepła, przyjazna stronka . . .
Portal Gejowo Tam się wiele zaczyna . . .

Serwisy
Fitness Platinium moja nowa zabawa w spinning
DIETETYCZNI Schudnij z nami!
ALBUM ROMANSKI zabytki romanskie w Polsce
HERBARZ Super herby . . .
POZYTYWKA Moja ukochana knajpka . . .
RMF Classic Moje ukochane radio
Biblia tekst Biblii Tysiąclecia
Kraków 4U Świetna strona o Krakowie
Władcy Polski O królach, księciach, królowych, księżniczkach . . .
Groby Królewskie Gdzie pochowana polskich władców
Wawel O Wawlu i moim Krakowie...
FILM Strona magazynu FILM
MPK Kraków Rozkłady jazdy i inne...